- Z jednej strony na marce Krakowa korzystamy my, jako organizator targów, bo wiele osób wybiera nasze imprezy ze względu na miasto i jego atrakcje, z drugiej strony przyciągamy do Krakowa kolejnych odwiedzających i napędzamy lokalną gospodarkę – mówi Grażyna Grabowska – prezes firmy Targi w Krakowie.

W jaki sposób z organizacji targów, kongresów i konferencji  korzysta samo miasto?
- Przeciętny turysta zwykle zostawia mniej pieniędzy niż tzw. turysta biznesowy. Ten drugi nie śpi w hostelu, bo firma opłaca mu nocleg w dobrym hotelu, musi być przecież wypoczęty. Dzień spędza na targach, a wieczorem idzie do dobrej restauracji. Nie tylko po to, żeby coś zjeść, ale i żeby spotkać się z klientami. A że musi na nich wywrzeć wrażenie, często na takie spotkania rezerwuje całe sale. Po targach z kolei wraca do domu i opowiada rodzinie, znajomym, że trzeba się do Krakowa wybrać raz jeszcze, bo to takie piękne miasto, a on nie miał czasu na zwiedzanie. I często później rzeczywiście do Krakowa wraca – argumentuje Grażyna Grabowska.

- Przy trwających trzy dni targach pracuje wielu podwykonawców. Firmy budujące stoiska targowe, wykonujące podłączenia wody i sprężonego powietrza, firmy spedycyjne, cateringowe, ochroniarskie, sprzątające, do tego kasjerzy, bileterzy, obsługa punktów informacyjnych, hostessy, osoby pilnujące drzwi ewakuacyjnych (a w całym EXPO jest ich 22), projektanci i wykonawcy stoisk... Na targach zyskują wszyscy, co świetnie rozumieją np. Niemcy. Kiedy w ich miastach organizowane są targi, cieszą się hotelarze, restauratorzy, taksówkarze. Oni wiedzą, że takie imprezy to dla nich duży zysk.
Słowem - renoma i marka miasta rosną wraz ze wzrostem skali organizowanych w nim imprez.
 
Więcej o znaczeniu eventów dla miasta w artykule „Kraków targami stoi” na krakow.wyborcza.pl